Etiopia: raport ws. katastrofy Ethiopian Airlines obarcza winą Boeinga

Błędy konstrukcyjne boeinga 737 MAX były głównym powodem katastrofy lotu ET302, w której zginęły 157 osoby – wynika ze wstępnych ustaleń etiopskiej komisji. Dokument opublikowano w przeddzień rocznicy katastrofy. Etiopska komisja badająca wypadek opublikowała w poniedziałek częściowy raport z wydarzenia. Jak podaje agencja Reuters, wedle ustaleń ekspertów, katastrofę spowodował wadliwy odczyt jednego z czujników maszyny i spowodowane przezeń uruchomienie systemu kontroli lotu MCAS, który wbrew woli pilotów zmusił maszynę do lotu w dół. Podobne, choć jeszcze bardziej dosadne były konkluzje opublikowanego w piątek raportu komisji ds. transportu amerykańskiej Izby Reprezentantów. Według dokumentu, pasażerowie boeinga byli "skazani na śmierć" za sprawą błędów producenta samolotu 737 Max. Według cytowanego przez "Financial Times" szefa komisji Petera DeFazio, wadliwy projekt samolotu w oraz tuszowanie błędów przez firmę kosztowały życie 346 osób – pasażerów lotów Ethiopian Airlines 302 w marcu 2019 oraz Lion Air 610 w Indonezji pięć miesięcy wcześniej. Zdaniem komisji Kongresu winę ponosi też amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA), która dopuściła samolot do lotów mimo wad. W przypadku obu wymienionych katastrof wstępne raporty wskazały na wady samolotu jako jeden z głównych czynników tragedii. Obie miały podobny przebieg: maszyny rozbiły się kilka minut po starcie. Już w kwietniu ubiegłego roku ówczesny szef firmy Dennis Muilenburg wystosował list, w którym publicznie przeprosił za rolę firmy w obydwu wypadkach. Przyznał wtedy, że do śmierci ludzi przyczynił się obecny w 737 MAX system wspomagania lotu MCAS, który "w niektórych niebezpiecznych przypadkach może zmusić pilotów do utraty kontroli nad samolotem". Pierwsze podejrzenia dot. 737 MAX pojawiły się już po katastrofie Lion Air w październiku 2018 r. Ale dopiero po tragedii w Etiopii urzędy lotnicze i linie kolejnych krajów zaczęły zakazywać lotów tych maszyn. Samoloty uziemione są do dziś - i nie jest pewne, kiedy wrócą do użytku. Szef FAA Stephen Dickson jeszcze w styczniu zapowiedział, że poprawa wad jest na ostatniej prostej i "w ciągu w ciągu kilku tygodni powinniśmy zobaczyć lot certyfikacyjny" samolotu. Ale nie wszyscy są przekonani o szybkim powrocie boeingów do ruchu. "Mówi się o powrocie 737 MAX do regularnych lotów pasażerskich w okresie lipiec - wrzesień, ale takich terminów podawano już wiele i ulegały one kolejnym przesunięciom. Dodatkowo w styczniu wstrzymano produkcję kolejnych egzemplarzy, co naturalnie nie zapowiada rychłego rozwiązania problemów" – zauważa w rozmowie z PAP Szymon Tetera, redaktor naczelny magazynu "Lotnictwo". Katastrofa miała potężne skutki dla koncernu z siedzibą w Chicago. Według szacunków koncernu, łączne straty z tego tytułu mogą wynieść ponad 18 miliardów dolarów. W 2019 roku firma po raz pierwszy od ponad 20 lat zanotowała stratę w bilansie rocznym. Według Tetery, to nie koniec strat, bo samoloty z serii 737 był najpopularniejszym produktem firmy. Do tego dochodzą koszty wizerunkowe. W styczniu tego roku opublikowano wewnętrzną korespondencję pracowników boeinga nt. 737 MAX przekazaną komisji Kongresu. Z wiadomości wynika, że inżynierowie boeinga mieli świadomość wad maszyny. Jeden z nich przyznał, że "nie wsadziłby rodziny" w samolot serii MAX. Inny stwierdził w 2018, że "Bóg wciąż nie wybaczył mu całego tuszowania, którego się dopuścił w ubiegłym roku".Źródło: PAP

Komentarze

Popularne posty