Kompromitacja z lotniskiem Berlin-Brandenburg

Ostateczny termin otwarcia berlińskiego lotniska Berlin Brandenburg imienia Willy'ego Brandta został wyznaczony na rok 2020. Ale ta data jest już nieaktualna. Kolejna najczęściej wymieniana to rok 2022. Rodzina Willy'ego Brandta nie chce też już, aby „lotnisko wstydu” nosiło imię byłego kanclerza.
Do tego czasu wszystkim podróżującym do stolicy Niemiec pozostanie korzystanie z lotniska Tegel, które jest najbardziej zatłoczonym portem w Europie, przestarzałym, niewydolnym, mimo że w miarę potrzeb jest tam instalowany sprzęt przeznaczony dla Berlin Brandenburg. To port, w którym odległość od wyjść do samolotów do postoju taksówek wynosi kilkadziesiąt metrów, a cały budynek to jeden stary blaszak, przy którym warszawska Etiuda na Okęciu byłaby luksusem. Na Tegel, a jakże luksus jest, zwłaszcza jeśli sądzić po cenach. Jak ujawnił „Bild am Sonntag", audytorzy, którzy kontrolowali wykonanie prac, stwierdzili że przygotowanie instalacji elektrycznej jest opóźnione o 11 miesięcy i jest duże prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnego poślizgu. W kwietniu wykonawca prac dostał listę prawie 900 usterek wymagających naprawienia, potem jeszcze niemiecka organizacja TUV Rheinland będzie musiała przeprowadzić audyt, na podstawie którego dopuści lotnisko do eksploatacji, bądź zaleci kolejne prace. Decyzja o budowie nowego lotniska dla Berlina podjęto w 2006 roku. Wówczas powołano firmę Flughaven Berlin Brandenburg (FBB) i zlikwidowano dwie wsie w okolicach taniego portu Berlin Schoenefeld. Zakładano, że lotnisko w Berlinie szybko się rozwinie i stanie się trzecim po Frankfurcie i Monachium portem przesiadkowym w Niemczech. Data otwarcia została wyznaczona na październik 2011 roku. W 2010 roku wiadomo było, że ten termin nie zostanie dotrzymany, ponieważ zbankrutowała firma planująca budowę Planungsgemeinschaft Berlin Brandenbur International. Optymistycznie datę inauguracji przesunięto na czerwiec roku 2012. Wszystko wtedy wyglądało jak najlepiej, a burmistrz Berlina zapowiadał, że „idziemy zgodnie z planem”. Branża uwierzyła mu wówczas do tego stopnia, że zaczęto już uwzględniać ten port w rozkładach linii lotniczych. Rozpoczęły się wówczas również przymiarki do przeprowadzki z Tegel i Schoenefeld do Berlina Brandenburga. Taka przeprowadzka jest niesłychanie skomplikowana i zazwyczaj przez kilka godzin z obydwóch portów nie operują żadne loty, ponieważ niezbędne jest przeniesienie części infrastruktury. Wtedy jednak okazało się, że wystąpiły problemy z wydolnością stanowisk rejestracji pasażerów. Zazwyczaj są one przygotowane tak, aby możliwe było obsłużenie średnio 60 pasażerów na godzinę. W tym wypadku jednak wszystkie urządzenia działały tak wolno, że możliwe było odprawienie jedynie 30 pasażerów. Sugerowano, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozstawienie namiotów przed wejściem do terminala. To rozwiązanie miało funkcjonować do czasu, kiedy zainstalowane zostaną nowe stanowiska. Z tego przejściowego rozwiązania miały korzystać jedynie pasażerowie niskokosztowych przewoźników. Lufthansa i Air Berlin zagwarantowały sobie normalne odprawy. Brakowało miesiąca do czerwcowej inauguracji, kiedy okazało się, że systemy ochrony przeciwpożarowej nie działają tak, jak powinny. Dlatego w maju 2012 datę wielkiego święta przesunięto na październik 2013, ale już w styczniu tego roku wyznaczono kolejny termin - koniec 2014. Za tę zmianę terminu stanowiskiem zapłacił prezes FBB i kilku jego najbliższych współpracowników, a kierowanie przejęło dwóch polityków - burmistrz Berlina Klaus Wowereit i premier Brandenburgii Matthias Platzeck. Ani jeden, ani drugi nie miał pojęcia o budownictwie, ani o lotnictwie, ale chętnie się na ten temat wypowiadali. Wystąpili między innymi na wspólnej konferencji prasowej linii Etihad z Abu Zabi i Air Berlina, które w połowie stycznia 2014 roku w hangarze lotniskowym przedstawiły wspólnie nowy wzór malowania kadłubów samolotów. Dla Air Berlina nowe lotnisko było szansą na rozwój,ale okazało się gwoździem do trumny. Każde kolejne opóźnienie oznaczało korekty w planach rozwoju tej linii - mimo wpompowania przez arabskiego inwestora milionów przewoźnik zbankrutował w sierpniu 2017 roku. Tymczasem na lotnisku wybuchał skandal za skandalem. Okazało się między innymi, że główny inżynier, Joechen Grossman, wziął łapówkę w wysokości 680 tys. euro, a jego kolega Alfredo di Mauro odpowiedzialny za systemy przeciwpożarowe potrafił je projektować, ale nie był praktykiem, chociaż w papierach miał tytuł inżynierski. To właśnie błędy popełnione przez di Mauro kosztowały lotnisko miliony i powodowały kolejne opóźnienia. Rok 2015 przyniósł bankructwo Imtechu, głównego wykonawcy, a w maju 2016 roku okazało się, że nie ma takiej opcji, aby na planowane otwarcie w 2017 gotowa była stacja metra, bo nie miała niezbędnych certyfikatów. Wtedy zatrudniono nowego rzecznika prasowego, który jednak został zwolniony po 4 miesiącach, ponieważ wątpił w wyznaczony na rok 2018 kolejny termin oddania portu. W wywiadzie ujawnił również, że przypadków korupcji i oszustw było wiele, że miliony euro zostały wydane bezsensownie. Okazało się, że źle zostało położonych 90 km kabli, nagle zniknęło 3 tys. czujników dymu, nie zamontowano prawidłowo 4 tys. drzwi, schody ruchome okazały się zbyt krótkie, nadal nie ma wystarczającej liczby stanowisk do odprawy pasażerów, a monitory informujące o rozkładzie lotów właśnie straciły swój żywot i muszą być wymienione. Do wymiany są także tysiące żarówek i świetlówek, bo nadal nie wiadomo jak można je wyłączyć, więc świecą dzień i noc. No i że w momencie inauguracji FBB będzie już zbyt mały. Za to kilka razy dziennie między Berlinem i FBB jeździ kolejka, oczywiście całkiem pusta, żeby nie zardzewiały okna, bo trzeba byłoby je wymienić. Bankructwo Air Berlin miało fatalne skutki także dla lotniska, ponieważ w ten sposób port stracił swojego największego klienta. Lufthansa wprawdzie obiecała, że przejmie niektóre kierunki obsługiwane przez Berlin, ale w żadnym wypadku nie urządzi w Berlinie swojego centrum przesiadkowego, bo ma już dwa - w Monachium i Frankfurcie, a niskokosztowy easyJet nie planował żadnych połączeń przesiadkowych. To z kolei oznacza, że trzeci co do wielkości port niemiecki nie ma szansy stania się hubem lotniczym. I wtedy pojawiły się pytania, po co właściwie Berlinowi lotnisko, na które muszą jechać godzinę z miasta, skoro z Tegel też można polecieć, tak samo, jak lata się z londyńskiego portu London City. Koniec 2017 roku przyniósł kolejne kłopoty z systemem systemu przeciwpożarowego. Data otwarcia została przesunięta na 2019. Dzisiaj 2022 jest znacznie bardziej prawdopodobne, a koszt budowy portu podchodzi pod 8 miliardów euro. Źródło: rp.pl

Komentarze

Popularne posty