Zacieśnia się współpraca między niemiecką Grupą Lufthansy i linami Etihad

Zacieśnia się współpraca między niemiecką Grupą Lufthansy i linami Etihad z Abu Zabi. Arabowie mają wielki kłopot z ratowaniem Air Berlin. Lufthansa im w tym pomaga. I najchętniej po udanych transakcjach kupna Swissa, Austrian Airlines i Brussels Airlines przejęłaby krajowego rywala. Ale z tym mogą być problemy. Carsten Spohr, prezes Grupy LH zapowiada jednocześnie: nie ma mowy o tym, abyśmy przejęli również Alitalię. We włoskiej linii największym udziałowcem (49 proc.) jest także Etihad. Odchodzący prezes Etihadu, James Hogan zapowiedział już, że nie ma takiej możliwości, aby jego linia dołożyła do Alitalii choćby jedno euro po tym, jak utopiła już prawie 2 mld euro, a włoska linia traci po milionie euro dziennie. To jego wielka porażka, bo zawaliła się cała strategia budowania potęgi lotniczej, która miała konkurować z Qatar Airways i Emirates poprzez wybranie innej strategii - konsolidację, a nie wzrost organiczny. Wsparcie LH dla Berlina jest jednak bardzo skomplikowane, bo dojdzie do wielkiej koncentracji biznesu. Oczywiście Lufthansie jest jak najbardziej na rękę osłabianie niemieckiej konkurencji, a przecież właśnie rywalizacja z narodowym niemieckim przewoźnikiem było początkowo ambicją i Etihadu i Air Berlin. Stawiano wtedy na budowanie potęgi w centrum przesiadkowym w stolicy Niemiec. Tymczasem Lufthansa przejmowała kolejne linie, rozwijała się w Niemczech i na świecie, a oddanie lotniska Berlin Brandenburg cały czas się opóźnia, zaś Tegel , baza Air Berlin na przesiadki słabo się nadaje. Air Berlin leciał cały czas pod wiatr, miał coraz większe straty, ostatecznie doszło do porozumienia między Etihadem i Lufthansą i Air Berlin przekazał niemieckiemu rywalowi 38 ze swoich 136 samolotów z opcją oddania kolejnych. Dla Air Berlin ważne było, że umowa z Lufthansą dotyczyła tzw. wet lease, czyli samoloty były przekazywane łącznie z załogami, nie dochodziło więc do masowych zwolnień personelu latającego. Przejęcie Air Berlin nie jest jednak proste. Komisja Europejska może zablokować tę transakcję uznając, że dochodzi do zbytniej koncentracji biznesu w Niemczech. Przeciwko temu protestuje także prezes Ryanaira, Michael O'Leary, który właśnie postawił na rozwój na rynku niemieckim, więc umocnienie Lufthansy, a zwłaszcza niskokosztowego Eurowings jest mu absolutnie nie na rękę. Z kolei Carstena Spohra i jego planu popiera prezes International Airlines Group, Willie Walsh, który uważa, że konsolidacja w Europie jest wskazana i nieunikniona. Z kolei O'Leary nie przebiera w słowach. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" w lutym 2017 nie ukrywał, że już to, co się dzieje między Lufthansą, a Air Berlin jest konsolidacją. — Wmawia się nam, że zwierzę które wygląda jak świnia, żre jak świnia i chrząka jak świnia, w Niemczech nazywa się jagnięciem. Ale trochę jeszcze potrwa, zanim rzeczywiście w to uwierzę - mówił. Na razie Air Berlin jeszcze walczy. Dostaje zastrzyk finansowy z wynajęcia samolotów, planuje wydzielenie kierunków turystycznych do oddzielnej firmy zależnej i planuje ograniczenie floty do 75 maszyn. Linia powstała w 1978 roku i nadal jest 2. co do wielkości linią niemiecką, po Lufthansie. jej sieć obejmuje 163 kierunki, lata do 39 krajów. Zatrudnia 8,9 tys. pracowników, należy do sojuszu Oneworld, gdzie liderem są British Airways i Qatar Airways. Żródło: rp.pl

Komentarze

Popularne posty