Czy LOT skorzysta na wojnie w Iranie?


"Rzecznik LOT-u Krzysztof Moczulski przyznaje, że "bardzo ładnie wypełniają się samoloty" w rejsach do Indii. Podobnie byłoby zapewne z trasą Warszawa–Bangkok, ale LOT wystartuje z nią dopiero w październiku" - czytamy w "Rzeczpospolitej". Dziennik dodaje, że europejscy przewoźnicy, jak LOT i Lufthansa, zauważają korzyści z sytuacji w Zatoce. Linia LOT zapowiedziała zwiększoną częstotliwość lotów do Azji. Lufthansa powróciła do tras do Kapsztadu oraz uruchomiła nowe połączenie z Monachium do Kuala Lumpur. Tymczasem arabscy przewoźnicy również starają się wznawiać połączenia. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Analityk Dominik Sipiński komentuje, że linie lotnicze z Zatoki może czekać kryzys zaufania, bo "wizerunek hubów w Zatoce jako bezpiecznych i niezawodnych mocno cierpi". "Pasażerowie mogą przestać wybierać takie przesiadki, nawet gdy ruch wróci. Linie z tego regionu będą zapewne zmuszone do oferowania bardzo atrakcyjnych cen, by przyciągnąć podróżnych, ale bardzo prawdopodobne jest też, że spowolnią wzrost" - powiedział "Rz" ekspert. – Trwający konflikt na Bliskim Wschodzie, który rozlał się także na ZEA i Katar, sprawia, że podróżni muszą szukać alternatywnych portów, aby odbyć loty na trasie Europa-Azja. Na tym kryzysie mogą skorzystać tacy przewoźnicy jak choćby Polskie Linie Lotnicze LOT, które oferują coraz więcej bezpośrednich rejsów do Azji (m.in. Seul, Tokio - przyp. red.) z hubu w Warszawie – oceniał dla money.pl dr Mateusz Osiecki, adiunkt w Katedrze Prawa Lotniczego Uczelni Łazarskiego w Warszawie.Możliwe scenariusze obejmują wzrost znaczenia innych portów. – Jeśli Dubaj, Doha czy Rijad, który ma ambicje stać się kolejnym globalnym hubem, przestaną jawić się jako bezpieczne porty, wolne od konfliktów, to szansę na wypełnienie tej niszy zdecydowanie mogą mieć Stambuł (baza linii Turkish Airlines - przyp. red.), porty Europy Środkowej czy wreszcie dynamicznie rozwijająca się Addis Abeba w Etiopii (baza linii Ethiopian Airlines - przyp. red.) – dodawał ekspert. Źródło: "Rzeczpospolita", money.pl

Komentarze