Historia pewnego primaaprilisowego lotu



1 kwietnia 1982 roku polscy piloci przelecieli „Antkiem” władzom koło nosa. Wsiedli w wojskowy samolot i przez nikogo nie zauważeni uciekli na Zachód. Wylądowali w Wiedniu. A po drodze zdążyli jeszcze porwać czekające na łące żony. Choć był 1 kwietnia, nikomu wtedy nie było do śmiechu. 

Samolot AN-2 o numerze taktycznym 7447 (bo o nim mowa) wyprodukowany został w 1966 roku w zakładach lotniczych WSK PZL Mielec, a następnie skierowany do służby na podkrakowskich Balicach, gdzie jak wiele tego typu egzemplarzy wykonywał zadania operacyjne na rzecz wojska. Jego wyjątkowość związana jest z pewną dramatyczną historią, która miała miejsce podczas stanu wojennego. Pewnego wiosennego dnia 1982 roku jedna z załóg wykonująca loty treningowo-operacyjne na tym samolocie podjęła decyzję o ucieczce z kraju do Austrii. Po wykonaniu międzylądowania na podkrakowskiej łące oraz zabraniu rodzin samolot wykonał lot na małej wysokości w trudnym górzystym terenie Czechosłowacji i Austrii szczęśliwie lądując na wiedeńskim lotnisku. Po powrocie do kraju nasz samolot zwany odtąd najpierw nieformalnie, a później również oficjalnie „Wiedeńczykiem” nadal wykonywał misje na rzecz wojska, aż do wycofania ze służby latem 2012 roku i przekazania go do Muzeum Lotnictwa Polskiego. Jednak nie dane jest mu odpoczywać, bowiem dwóch entuzjastów lotnictwa mając na uwadze dobry stan techniczny samolotu oraz potrzebę promocji polskiego lotnictwa postanowiło przywrócić „Wiedeńczyka” do latania. W ten oto sposób samolot ten znalazł się pod wspólną kuratelą Muzeum Lotnictwa Polskiego i utworzonej na potrzeby reaktywacji samolotu Fundacji Wiedeńczyk. Źródło: TVN, internet


 
Celem Fundacji "Wiedeńczyk" AN-2 jest wspieranie opieki i konserwacji zabytków techniki lotniczej w zbiorach Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Fundacja pragnie promować historię polskiego lotnictwa, krzewić wiedzę i kulturę lotniczą.


Komentarze